poniedziałek, 28 września 2009

Witajcie! Przepraszam, że dawno nie pisałam. Pewnie wzbudziło to radość, bo nie musieliście tego zrzędzenia czytać... Ale mniejsza o to. W każdym razie weekend był dość ciekawy... Powiedzmy. W sobotę babcia przyjechała. Z wujkiem W. i wujkiem P. A dzisiaj jest poniedziałek. Za tydzień wychodzę ze szpitala i zawładnęło mną wielkie szczęście. Jupi!!! Więc trzym się. I niech czekolada będzie z Wami! Hehe... Do następnego razu.

środa, 23 września 2009

Siemka wszystkim.
Naszła mnie dzisiaj strasznie natrętna myśl. Ni stąd, ni zowąd w mojej głowie pojawiło się pytanie o ile moje życie byłoby łatwiejsze, gdybym była facetem. Naprawdę. Tak pomyślałam. I szczerze mówiąc doszłam do wniosku, że osoby będące przedstawicielami płci męskiej są dużo szczęśliwsi od kobiet. Nie opłaca się być dziewczyną. Jestem feministką i, jak się okazuje, nasza walka nadal nie została doceniona. Bo chłopacy mają łatwiej. Zawsze tak było. Dobra. Uzyskałyśmy prawo głosu i w ogóle, ale do jasnej cholery! To my nadal jesteśmy uważane za "tą słabą płeć. Nie rozumiem dlaczego. To określenie jest obraźliwe. Dobra, może faceci są silniejsi, ale o ile mniej odporni na ból! Dowiodły tego badania. Faceta aż skręca od wyrostka, a to wcale nie jest bardziej bolesne od bóli menstruacyjnych! Ponad to; naukowcy stwierdzili, że mężczyzna nie byłby w stanie znieść porodu! Zdechłby na porodówce. Wobec tego słabsza? Nie rozumiem dlaczego. Inna- owszem. Inteligentniejsza- jak najbardziej. Ale w życiu nie przyznam, że jesteśmy słabsze.
Bo Kopernik też była kobietą... Hehe, kto oglądał seksmisję, ten wie o co chodzi.
A dzisiaj było nudno. Znów się nie wyspałam, ale- uwaga- mam nowego kierowcę. Nawet przyjemny facet. I znów zaskoczenie, czemu leczę się w G., skoro jestem aż ze S. Bo tak mi się podoba. Nudzi mi się, muszę trochę poprzepisywać fizykę i polski, bo mam spore zaległości... No to spadam. I niech czekolada będzie z Wami! Heh...

wtorek, 22 września 2009

Kto czytał kiedyś serię "Au pair"? Ja czytałam. Szczerze mówiąc; lekkie, łatwe i przyjemne. Tego typu książki czyta się na zabicie nudy. Harlekiny. He, he... W te wakacje przeczytałam ich tonę. Setki. Koleżanki: Nudzi Ci się?- Nie. Lubię czytać książki. Teraz przeczytałam m. in. 6 części serii pośredniczka od Meg Cabot, całą serię Zwierzeń Georgii Nicolson, Wszystko co wiem o miłości, Lucas, Candy, i wiele, naprawdę wiele innych... Same harlekiny.
A dzisiaj byłam na 16tej lampie, zjadłam z nudów kupę słodyczy (muszę z tym przestać, bo zrobię się jak Pancer V- taki żart), i się strasznie nudziłam... Ale teraz kończę, bo się "Brzydula" zaczęła i muszę oglądać. Niech czekolada będzie z Wami!

poniedziałek, 21 września 2009

21.09

Cześć, wszystkim.
Masakra po linii prostej. Umówiłam się z kierowcą karetki na późniejszą godzinę. Przyjechał zamiast o 7.30 o 8.45. No i super. Byłoby. Gdybym nie została brutalnie obudzona na pobieranie krwi do morfologii o 6, a potem nie mogła zasnąć. Tak więc wstałam za 20 siódma i się umyłam, ubrałam, zjadłam śniadanie, bla, bla, bla... Ale się nie wyspałam. No bo jak? I do tego jakieś pół godziny czekałam siedząc na łóżku w sali szpitalnej. "Na szczęście" na radioterapię przyjęto mnie od razu. Naprawili KCV i zamiast dziesięciu minut, w kabinie spędziłam ich około dwudziestu. Super. Kiedy wróciłam na oddział przepisywałam materiały z fizyki. Tak, tak- oto cała ja; wolny czas poświęca na naukę... Dlaczego? Stres i presja- oto powody. Ale- właśnie ALE- za dwa tygodnie wracam do domu, więc muszę zacząć nadrabiać zaległości- siedzę tu od początku roku szkolnego, ludzie, dajcie spokój- to nadrabiam. A kiedy uznałam, że więcej już nie przepiszę, zasiadłam przed telewizorem. I tak, aż do teraz... Trzeba jakoś spędzać czas, dawać sobie radę... Dlatego- niech czekolada będzie z Wami!!!

niedziela, 20 września 2009

Na dobry początek

Siemka wszystkim.
Na początek coś o mnie:
Mam na imię Michalina, mam 16 lat (no, prawie), postanowiłam poblogować, bo mi się trochę nudzi.
Zastanawia Was pewnie jak to możliwe, kiedy właśnie zaczął się rok szkolny i jest kupa roboty, zwłaszcza, że rozpoczęłam dopiero naukę w liceum. No właśnie, jak to możliwe??? Ja też się dziwię, bo zamiast siedzieć w murach szkoły, dyndam w szpitalu... TAK... w SZPITALU... Jak to się stało, dlaczego...? W pierwszej klasie gimnazjum wodogłowie, teraz mały guzek i radioterapia. Hura. Tryskam radością. Rodzice mówią, że trzymają się tylko dlatego, że ja się trzymam... To się trzymam. Muszę. Ale mnie to obchodzi bokiem, nie dociera do mnie do końca powaga tej sytuacji. Doktor przyznał, że guzek jest mały, co mnie w pełni satysfakcjonuje. Siedzę tu od pierwszego września wychodzę piątego października. Nie wiem, czy dam sobie radę w szkole. No, dobra. Wiem, że będzie dobrze. Nie ma się co oszukiwać, zawsze byłam dobrą uczennicą. Ale to nie sprawia, że miałam umniejszony stres, jeśli chodzi o szkołę. O nie, nigdy tak nie było. Stres był nawet większy, bo wszyscy z góry zawsze zakładali, że będę najlepsza. Byłam, aż do szóstej klasy. Potem byłam jakaś piąta, szósta w klasie. Ale test gimnazjalny napisałam najlepiej. Utarłam im nosa. Bo prawda jest taka, że nigdy nie przepadałam za moją gimnazjalną klasą. Nie to, żeby to były same odludki i z nikim się nie dogadywały... Ja ich nie lubiłam. Chyba z wzajemnością. Ale to nie jest coś, czym należy się kierować w życiu. Tak więc przyznam, że moje życie publiczne było klapą. Nie licząc dziewczyn z chórku szkolnego. One były w porządku. Ale kolegowałam się głównie z dziewczynami rok i dwa lata młodszymi. Mój rocznik jest ogólnie rzecz biorąc wredny. Szczególnie dziewczyny. Co nie oznacza, że wśród chłopaków znalazłam swoją drugą połówkę. Dobrze czytacie; mam prawie 16 lat i nigdy nie miałam chłopaka. Nie na serio. Nigdy. Never. Ale czy czyni mnie to gorszą? Nie czuję się tak. Nigdy się nie czułam. Ale wierzę, że znajdę prawowitego właściciela mojego serca. A póki co ograniczę się do czytania książek i czekolady... Taa... zapowiada się ciekawy rok... Będę pisać. A na razie się trzymajcie. Do usłyszenia...? Hmm... do kolejnego postu. I niech czekolada będzie z Wami!